GLUTEN – jeść czy nie jeść?

Gluten Free

Cała prawda o modzie na dietę bezglutenową.

W ostatnich latach GLUTEN stał się uosobieniem zła, pustoszącym cały organizm winowajcą. Jest obwiniany za to, że drenuje nasze mózgi, wzdyma brzuchy, atakuje układ nerwowy, zaburza pracę jelit, odpowiada za depresję, złe samopoczucie, zmęczenie, czy bezsenność… Odpowiada za wszystko, od chorób serca, przez newralgie, bóle mięśni, głowy, autyzm, otyłość, cukrzycę, artretyzm, schizofrenię, demencję. Niestety przemysł spożywczy i ogół społeczeństwa zainteresowały się dietą bez glutenu, wyprzedzając w tym naukowców, lekarzy, żywieniowców i nie czekając na ich opinie i wskazania do diety. A tym samym gluten stał się epidemią przenoszoną drogą medialną. Źródła informacji dotyczących naszego zdrowia i leczenia wpływają na to, czy zostaniemy we właściwy sposób zdiagnozowani, a następnie poddani odpowiedniej terapii. Dieta bezglutenowa nie koniecznie jest zdrowa i powinna być stosowana pod okiem lekarza. Może być też tak, że eliminujemy z jadłospisu nie te produkty, co trzeba, powodując tym samym pewne niedobory żywieniowe. Zamiast konsultacji z lekarzem wybieramy porady i „badania” online, których w „sieci” jest mnóstwo, szczególnie dotyczących rozmaitych nietolerancji pokarmowych. Właściwie, szkoda o nich pisać, a tym bardziej za nie płacić i to nie mało, za coś co z naukowego punktu widzenia jest kompletnie bezwartościowe. Bowiem obecnie nie istnieje biologiczny marker nadwrażliwości na gluten, chociaż naukowcy intensywnie pracują nad jego ustaleniem. Mimo to w necie znajdziemy wiele propozycji testów diagnozujących rozmaite nietolerancje pokarmowe i alergie. Co więcej, markery, które niby mają umożliwić postawienie „diagnozy” (testy DNA na nieceliakalną nadwrażliwość na gluten), nie są ani wystarczająco wrażliwe, ani szczegółowe, by stwierdzić celiakię, nie mówiąc już o nadwrażliwości. Niebezpieczeństwo płynące ze stawiania sobie diagnozy na podstawie badań online polega na tym, że naszym problemem może nie być nadwrażliwość na gluten, a my zrezygnujemy z profesjonalnej porady lekarskiej i możemy przegapić poważną chorobę, która pozostanie nieleczona i będzie dalej postępować.

Czym zatem jest gluten?

To ogólny termin używany na określenie białka zapasowego pszenicy, która składa się w 10-15% z białka, reszta to skrobia. Po wypłukaniu granulek skrobi z mąki pszennej zostaje właśnie gluten. Frakcją glutenu, której poświęca się najwięcej badań w związku z celiakią, są gliadyny. Sekaliny z żyta i hordeiny z jęczmienia przypominają gliadyny pod względem składu chemicznego i chociaż formalnie, nie są glutenami, obejmuje się je tym terminem. A zatem gluten występuje w ziarnach zbóż, takich jak pszenica, żyto i jęczmień.

Czy gluten szkodzi osobom tolerującym go?

Absolutnie nie! Gluten był obecny w naszej diecie od zawsze i nikt nie miał z tym problemu, dopóki nie pojawiła się moda na dietę bezglutenową.  Wykluczając gluten z diety, zmuszeni jesteśmy wyeliminować podstawowe źródła węglowodanów, czyli produkty zbożowe, które są niezbędne w naszej diecie – dostarczają witamin z grupy B, magnezu, cynku, selenu, molibdenu. Węglowodany złożone, nie przetwarzane, bez uzdatniaczy czy substancji słodzących stanowią źródło energii dla pracujących mięśni i niezbędne paliwo dla precyzyjnej i wydajnej pracy naszego mózgu, to pokarm dla wydolnego serca i silnego ciała,  wspomagają pracę jelit, oczyszczają organizm, obniżają poziom cholesterolu, utrzymują uczucie sytości, są niezbędne w codziennej diecie człowieka zdrowego, u którego nie stwierdzono choroby jaką jest celiakia, nadwrażliwość na gluten, czy alergia. A sprawcą całego zamieszania jest prof. Peter Gibson, gastroenterolog z australijskiego Monash University, który w 2011 roku opublikował wyniki zaskakującego badania. Dowodził w nim, że gluten może powodować dolegliwości żołądkowo-jelitowe i że zaburzenia te są powszechne i mogą  dotyczyć nawet co trzeciego mieszkańca krajów Zachodu. Dotychczas wydawało się, że glutenu nie mogą spożywać jedynie osoby cierpiące na celiakie, chorobę bardzo rzadką, bo dotykająca zaledwie 1% społeczeństwa, ale bardzo poważną, gdyż u tych osób, gluten upośledza wchłanianie pokarmów i w efekcie prowadzi do wyniszczenia organizmu. A w świat poszła wiec fałszywa i nie do końca zbadana informacja, że gluten szkodzi także ludziom zdrowym. Wyniki tego badania nie dawały jednak prof. Gibsonowi spokoju, stwierdził on, iż nie ulega wątpliwości, że pszenica może być główną przyczyną wzdęć i zaburzeń jelitowo- żołądkowych, ale problem polega na tym, iż znajduje się w niej wiele innych składników, które mogą szkodzić i wywoływać liczne zaburzenia ogólnoustrojowe. Profesor postanowił powtórzyć badania, zaostrzył kryteria, uprecyzyjnił założenia, starannie wyselekcjonował grupę badawczą (osoby, które przypuszczały, że cierpią na nadwrażliwość na gluten niezwiązaną z celiakią) i wynik zaskoczył nie tylko samego Profesora, kilka dni temu opublikował wyniki badań, które dowiodły, ze gluten nie wywoływał żadnych problemów zdrowotnych i nie wywołuje u ludzi zdrowych, czyli u 99% społeczeństwa. Za błędny wynik pierwszego badania uznał, iż w diecie podawanej uczestnikom programu badawczego, znalazły się produkty, które maskowały prawdziwą przyczynę ich dolegliwości, takie jak: fruktoza, laktoza, jajka, orzechy, seler, cebula, surowizna, niektóre przyprawy. W kreowaniu mody na dietę bezglutenową niewątpliwie pomogli celebryci, którzy przekonywali, że od kiedy zmienili dietę, nie tylko zredukowali masę ciała, ale także czują się lepiej, mają więcej energii, ładniejszą cerę i  lśniące włosy, wyleczyli dziecko z autyzmu i padaczki. A najwięksi sportowcy światowego formatu twierdzą, że kiedy to wyeliminowali gluten odzyskali super kondycję fizyczną i zaczęli odnosić  sukcesy. Był czas diety warzywnej, sokowej, torebkowej, tłuszczowej, wysokobiałkowej – której konsekwencje wiele osób odczuwa do dnia dzisiejszego, nadeszła era diety bezglutenowej … oby wyrządziła jak najmniej szkody.